niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 18

- Ann wyjdziesz w końcu z tego pokoju? Otwórz te drzwi! - dobijała się do mnie mama.
Wcale nie miałam chęci aby wpuszczać ją do środka, ale powolnie zebrałam się z łóżka i podeszłam, aby otworzyć. 
- Nie mam ochoty rozmawiać. - powiedziałam smętnie po czym ponownie położyłam się na łóżku.
- Nie możesz tak funkcjonować. Od trzech dni nie wychodzisz z pokoju. Nie możesz zaniedbywać szkoły. - powiedziała łagodnie lecz stanowczo mama.
- Nie mam na to ochoty.
- Nie zrozumiałyśmy się kochanie. Mnie nie interesuje, że nie masz ochoty. Jutro wracasz do szkoły. Masz maturę w tym roku i nie możesz jej odpuścić.
- Jestem pełnoletnia i mam prawo robić co chcę. 
- Nie przeginaj. - powiedziała już bardziej surowym tonem. Z tej strony nie znałam mojej mamy. Prędzej bym się tego po tacie spodziewała, ale nie po niej.
- Dobra niech będzie! Pójdę jutro do szkoły. Zadowolona? A teraz chciałabym zostać sama w pokoju. - odpowiedziałam wywracając oczami. - Proszę. - dodałam widząc, że mama nie ma zamiaru opuścić pomieszczenia.
Moja rodzicielka nie odpowiadając wstała i wyszła z pokoju. Ja zaś zostałam sama z moimi myślami. Może ona ma rację? Nie mogę zaniedbywać szkoły. Nie mogę pokazywać Vicki i Jess, że się poddałam. Muszę im, a przede wszystkim muszę samej sobie pokazać, że jestem silna i nic nie jest w stanie mnie złamać. Z taką myślą pogrążyłam się w głębokim śnie.

- Ann no w końcu jesteś! Próbuję dodzwonić się do Ciebie od kilku dni! Muszę Ci coś ważnego powiedzieć. Z Marco... - moja przyjaciółka gadała jak nakręcona, lecz słysząc najmniej oczekiwane imię szybko jej przerwałam.

- Bonnie nie chce o nim rozmawiać. Nie obchodzi mnie co on powiedział. Nie i koniec. - odpowiedziałam i zamknęłam szafkę ruszając w stronę klasy.
- No, ale musisz mnie wysłuchać. - nalegała.
- Już przeciągnął Cię na swoją stronę? Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką. - rzuciłam z wyrzutem i usiadłam w ławce. 
- Bo jesteś. Dobra przepraszam już nic nie będę mówić na ten temat. - odpowiedziała lekko zawiedziona. 
- Dziewczyny moja nowa przyjaciółka była ostatnio na imprezie i wiecie kogo na niej wyrwała? - przede mną w ławce usiadła podekscytowana Jessica.
- No kogo? - zapytały jej służki.
- Samego Marco Reusa! - odpowiedziała piskliwym głosem. 
Słysząc to na moment przestałam oddychać. W moim gardle ugrzęzła ogromna kula i poczułam, że moje oczy robią się wilgotne.
- Marco Reusa? - zapytały zdziwione. - On nie jest z Ann? - zapytały i spojrzały na mnie.
- Niee coś wam się musiało pomieszać. Ann wam potwierdzi. To była jej siostra. Prawda Ann? - odwróciła się do mnie i posłała sztuczny uśmiech.
Tylko spokojnie. Nie daj się sprowokować. Jej tylko o to chodzi - powtarzałam sobie w myślach. Przełknęłam gulę i odpowiedziałam.
- Oo tak, ale ona tak samo jak Ty puszcza się z kim popadnie. Jesteście podobne do siebie pod tym względem. - odpowiedziałam również posyłając jej sztuczny uśmiech. 
Jess chciała mi coś odpowiedzieć, ale do klasy weszła nauczycielka i rozpoczęła się lekcja. Całe 45 minut walczyłam sama ze sobą aby nie myśleć, ani o Jessice, ani o Vicki, ani o Marco. Gdy lekcja się skończyła wyszłam szybko z klasy i udałam się do łazienki. Gdy znalazłam się w środku obmyłam twarz zimną wodą. Patrzałam jak krople z mojej twarzy kapią na blat w łazience. Powstrzymywałam się jak najlepiej umiałam aby nie wybuchnąć płaczem. Jednak gdy w pomieszczeniu pojawiła się moja przyjaciółka coś we mnie pękło. Łzy leciały ciurkiem po mojej twarzy. Usiadłam na podłodze a obok mnie pojawiła się Bonnie mocno mnie przytulając. 
- Dobrze, że nie dałaś się sprowokować tej tlenionej małpie. - powiedziała.
- Bonnie ja już tak nie umiem. Dobrze wiesz, że ona nie odpuści. 
- Ale skąd ona o tym wie? Przecież jej nie było na tej imprezie. - zdziwiła się moja przyjaciółka.
- Bonn ona się zna z Vicki. - wyjaśniłam.
- Że co?! - niemalże krzyknęła. 
Drzwi do łazienki otworzyły się, stanęły w nich dwie dziewczyny z młodszych klas. 
- Skorzystajcie z innej łazienki. - powiedziała Bonnie mrużąc gniewnie oczy, że nam przeszkodziły.
Dziewczyny nie chcąc się narażać bez słowa wyszły z pomieszczenia. 
- No więc? - powróciła do mnie przyjaciółka.
Opowiedziałam jej o całym zdarzeniu z niedzieli.
- Wyrzuciłaś ją z domu?! Na serio?! - zapytała pełna podziwu.
- No mówię przecież. Byłam taka wściekła, że nie panowałam nad sobą. 
- No, no Hofmann tego bym się po Tobie nie spodziewała. - odpowiedziała i zaczęła się śmiać. - Chciałabym widzieć minę tej wiedźmy. - dodała i wybuchnęła jeszcze większym śmiechem.
- To jeszcze nie wszystko. - powiedziałam.
- A co jeszcze? - zapytała przestając się śmiać.
- No tak jakby pobiłam się z Victorią. - odpowiedziałam spuszczając głowę na dół.
- Pobiłaś?! No mów! - ponagliła mnie.
Zaczęłam streszczać dalszą część mojego zdarzenia. Gdy skończyłam usłyszałam dzwonek na lekcje. Wstałam i szybko zaczęłam poprawiać makijaż. 
- Bonnie ja nie mam ochoty iść na dalsze lekcje. Powiedz, że się źle poczułam i poszłam do domu ok? 
- Ann chciałabym Ci jeszcze coś powiedzieć. - zaczęła. 
- Nie teraz. Pogadamy kiedy indziej. - odpowiedziałam i szybko wyszłam z łazienki. 
Przemknęłam przez korytarz tak, aby żaden nauczyciel mnie nie zauważył i opuściłam budynek. Było zimno, strasznie zimno, ale szłam powolnym krokiem w stronę domu. Dobrze wiedziałam, że jak wrócę wcześniej to mama zacznie zadawać pytania, a nie miałam ochoty na kolejną kłótnię z nią. 
Idąc ulicami Dortmundu miałam wrażenie jakby ktoś za mną szedł. Obejrzałam się za siebie, ale nikogo tam nie było. Po ulicy jechało tylko ciemne auto. To tylko Twoja chora wyobraźnia - odpowiedziałam sobie w myślach. Pokonując drogę do domu zatraciłam się we własnych myślach. Nawet nie zauważyłam kiedy, a znalazłam się na mojej ulicy. I w tym momencie znowu powróciło to uczucie, że ktoś za mną jest. Ponownie odwróciłam głowę i nikogo nie zauważyłam. Nikogo prócz... Czy to auto nie jechało już jak wyszłam ze szkoły? - zadałam sama sobie pytanie. Przyspieszyłam kroku nieco przestraszona. Kto to mógł być? Odwróciłam się kolejny raz, lecz starałam się teraz zachować nieco dyskrecji i przyjrzałam się mężczyźnie siedzącemu za kierownicą. Miał około 40 lat. Włosy czarne nieco już siwawe. Nigdy wcześniej go nie widziałam. A może mi się tylko wydaje, że za mną jedzie? Może wcześniej było podobne auto? Po chwili stanęłam przed moim domem i nieco spokojniejsza weszłam do środka. 
- Ann to Ty? - w progu pojawiła się mama. - Co tak wcześnie? 
- Pani od matematyki zachorowała i przepadły nam dwie lekcje. - wymyśliłam na poczekaniu.
- A no dobrze. - odpowiedziała i weszła do salonu. 
Ruszyłam za moją mamą. W salonie spotkałam tatę i osobę, której nienawidzę z całego mojego serca. 
- Cześć tato. - uśmiechnęłam się do niego lekko i ruszyłam po schodach do góry.
- Cześć siostrzyczko. - odezwała się Victoria.
Nie odwracając się udałam że jej nie słyszę. Weszłam do mojego pokoju i z hukiem zamknęłam drzwi. 

Nadal siedziałam w pokoju i przeglądałam strony w Internecie. Najczęściej były to strony na temat Marco. Tak wiem, wiem cholerna masochistka jestem. Ale to jest silniejsze ode mnie!

- Ann obiad! - po godzinie usłyszałam wołanie mamy.
Zamknęłam laptopa i zeszłam do kuchni.
- Miałam interesujący telefon. - zaczęła mama patrząc na mnie.
- Jaki? - zapytałam.
- Dzwoniła Twoja wychowawczyni zapytać czy już się lepiej czujesz.
Gdy to powiedziała przerwałam w połowie swój posiłek. Cholera tego nie przewidziałam - pomyślałam.
- Więc co masz nam do powiedzenia? - zapytał tata.
- Źle się poczułam i wróciłam do domu. - odpowiedziałam.
- A dlaczego skłamałaś, że nie ma nauczycielki? - zapytał.
- Bo dobrze wiedziałam, że będziecie robić mi wyrzuty.
- A to niby ja kłamię. - wtrąciła się Vicki.
- Nie odzywaj się! - krzyknęłam na nią.
- Ann uspokój się. - powiedział tata.
- Niby dlaczego?! Jej zawsze wszystko uchodzi na sucho, więc dlaczego nie mnie?! Wiecie co mam tego dosyć! Nie wytrzymam decydujcie albo ja, albo Vicki! 
- Ann nie możesz. - powiedziała zszokowana mama. - Nie możemy między wami wybierać.
- Czyli ona. Ok rozumiem. - odpowiedziałam wstając od stołu. 
- Rozkapryszona smarkula. - odezwała się Victoria. 
- Powiedziałam, żebyś się nie odzywała. Jesteś dla mnie zerem! 
Ruszyłam do swojego pokoju.
- Co Ty robisz? - weszła za mną mama.
- Nie widzisz? Wyprowadzam się! - odpowiedziałam jej pakując ciuchy do niewielkiej torby.
- Ann proszę. Nie działaj impulsywnie. Porozmawiajmy.
- Mamo rozmawiamy odkąd ona wróciła. Jak jej nie było to było wszystko dobrze. Wróciła i na nowo zaczęła mi życie rozpieprzać. Ja już tak dłużej nie mogę.
- Niby dokąd się wyprowadzisz? - w drzwiach pojawił się tata.
- To moja sprawa. Przepuść mnie proszę. - powiedziałam chcąc ominąć tatę. 
Zbiegłam po schodach napotykając się na moją siostrę.
- Proszę! Wygrałaś! Zadowolona?! - zapytałam patrząc na nią z nienawiścią w oczach.
- Bardzo. - odpowiedziała uśmiechając się ironicznie.
Wyszłam z domu i udałam się w pewne miejsce. Zapukałam do drzwi i czekałam. Po chwili otworzyły się .
- Mogę się u Ciebie zatrzymać na kilka dni? - zapytałam z nadzieją w głosie.

~Marco~

Od kilku dni nie mogę znaleźć sobie miejsca. Ann nie odpowiada na moje telefony. Dobrze, że chociaż treningi mam to jakoś trzymam się rzeczywistości inaczej bym zwariował. Jednak dzisiaj trening został odwołany, ponieważ trenerowi wypadło jakieś ważne spotkanie. Aby nie spędzić dnia samemu w domu postanowiłem wybrać się do rodziców. Dawno u nich nie byłem i powiem szczerze, że stęskniłem się za nimi. Wsiadłem więc do mojego samochodu i udałem się na obrzeża Dortmundu, gdzie znajdował się mój dom rodzinny. 
Stanąłem przed drzwiami, po czym nacisnąłem dzwonek, aby zakomunikować moje przyjście i wszedłem do środka. 
- Marco. Jak Cię tu dawno nie było. - na schodach spotkałem uśmiechniętą mamę.
- A wy jak zawsze macie dom otwarty. - odpowiedziałem uśmiechając się. - Cześć mamo. - dodałem i przytuliłem ją.
- Już się bałam, że o nas zapomniałeś. - zażartowała. - No chodź do kuchni zrobię nam coś do picia. 
Ruszyłem za nią.
- Taty nie ma w domu? - zapytałem siadając w kuchni przy stole.
- Kawę czy herbatę? - zapytała. - Tata jest w pracy przecież. - posłała mi swój ciepły matczyny uśmiech.
- Kawę. No tak całkiem mi to z głowy wyleciało. - odpowiedziałem i puknąłem się w głowę.
- Oj synu, synu, żebyś Ty tej głowy kiedyś nie zgubił. 
- O to się nie martw mocno się trzyma na swoim miejscu. - zaśmialiśmy się.
- No mów co tam u Ciebie. Melanie mówiła mi, że podobno z Caro zerwałeś. - mama usiadła naprzeciw mnie.
- Ta co zawsze musi wypaplać. - burknąłem. - Tak nie jestem z nią. Teraz mam...- urwałem przypominając sobie moją sytuację z Ann. 
Mama domyśliła się, że coś jest nie tak. Złapała mnie za dłonie i uśmiechnęła się.
- Mamy przejściowe kłopoty, ale mam nadzieje, że to się niedługo wyjaśni. - odpowiedziałem posyłając jej lekki uśmiech.
- Na pewno. I domyślam się, że ta dziewczyna jest o niebo lepsza od Caro. 
- Nie ma jej co porównywać do Carolin. Ona jest...- próbowałem opisać Ann najlepiej jak umiałem. - Ona jest wspaniała, cudowna, mądra, śliczna. - zacząłem wyliczać, lecz to i tak nie opisywało dokładnie tego co czułem do blondynki.
- Widzę po Tobie jak Ci na niej zależy. Gdy tylko o niej wspomniałam dostrzegłam błysk w Twoich oczach. - uśmiechnęła się do mnie.
W kuchni rozbrzmiał gwizdek oznaczający gotującą się wodę. Mama puściła moje dłonie i wstała dokończyć nasze napoje. 
- A co tam u was? Wszystko w porządku? - zapytałem zmieniając temat.
- Tak jak najbardziej. W niedziele dziewczynki przyjeżdżają na obiad. Do Ciebie też miałam dzwonić, ale jak już tu jesteś to skorzystam z okazji i Cię zaprosze. Chcieliśmy was z tatą o czymś poinformować. Może zabierzesz swoją dziewczynę chętnie ją poznam. - uśmiechnęła się i postawiła przede mną kubek z kawą.
- Nie wiem czy do tego czasu wszystko między nami się wyjaśni. - odpowiedziałem smętnie. - O czym chcecie nas poinformować? Stało się coś? - zapytałem upijając łyk kawy.
- Wolałabym o tym powiedzieć całej waszej trójce razem z tatą. - próbowała uniknąć odpowiedzi.
- Mamo musisz mi powiedzieć, bo teraz będę cały czas o tym myślał. To coś poważnego? - zaniepokoiłem się.
Mama milczała.
- Dobrze wiesz jaki jestem uparty, i że nie odpuszczę.  
- Cały Thomas. - westchnęła mama na co ja się uśmiechnąłem. - No dobrze powiem Ci, ale niech to na razie zostanie między nami. Zależy mi żeby Melanie i Yvonne dowiedziały się o tym ode mnie i taty.
- Jasne. - przytaknąłem i czekałem aż powie.
- Postanowiliśmy z tatą sprzedać dom. - wykrztusiła wreszcie z siebie.
Patrzałem na nią przez chwilę zszokowany.
- Co?! Ale dlaczego?! - nie ukrywałem mojego zdziwienia.
- Marco ten dom jest już dla nas za duży. Yvonne i Melanie mają już własne mieszkania, Ty masz swój dom, więc ten nam nie jest potrzebny.
- Ale mamo.. My się tu wychowaliśmy. Mamy tyle wspomnień. Nie możecie go tak sprzedać. - próbowałem ją przekonać do zmiany zdania.
Moją rozmowę z mamą przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Wyjąłem telefon z kieszeni, aby ją odczytać. Była od Bonnie.

"Marco! Ann nie chciała ze mną gadać! Jeszcze Jessica dolała oliwy do ognia... Gdzie jesteś?! Musimy się spotkać!'


- Coś się stało? - zapytała mama.

- Nie. Tylko muszę już wracać. Wypadło mi coś ważnego. - powiedziałam upijając jeszcze łyk kawy i kierując się w stronę wyjścia. - Przepraszam Cię. Dokończymy tą rozmowę w niedziele. Postaram się być. - dodałem całując ją w policzek. 
- Tylko nie pędź jak wariat. Twoja dziewczyna nie będzie zadowolona jak będziesz miał wypadek. - zaśmiała się. 
- Nie martw się wszystko będzie dobrze. - odpowiedziałem i wsiadłem do auta.
Po drodze wybrałem numer do Bonnie.
- Gdzie Ty jesteś? - usłyszałem po drugiej stronie.
- Jadę od rodziców. Gdzie się spotkamy? - zapytałem patrząc na drogę. 
- W tej kawiarni obok stadionu. Zdążysz dojechać za 30 minut? 
- Ja tam będę za góra 15. - odpowiedziałem przyspieszając.
- To do zobaczenia. - odpowiedziała, rozłączając się.
Tak jak zapowiedziałem 15 minut później parkowałem już obok kawiarni. W środku ujrzałem brunetkę niecierpliwie spoglądającą w okno. 
- No jestem. - powiedziałem i usiadłem przy stoliku. 
- Musimy wymyślić coś innego. Ona w ogóle nie chciała o Tobie dzisiaj słyszeć. Ja nie dam rady z nią pogadać. - mówiła zrozpaczona.
- Mam pewien pomysł, ale nie wiem czy Ci się on spodoba. - powiedziałem.
- Warto zaryzykować. - westchnęła. - Zamieniam się w słuch.
- Zrobimy tak...- zacząłem.

~Ann~

- Jake, ale to na pewno nie będzie problem, żebym tu się zatrzymała na chwilę? - zapytałam po raz setny.
- Mała mówię Ci, że nie ma problemu. I tak mieszkam sam, bo moi rodzice stwierdzili, że muszę się usamodzielnić. - zaśmiał się i puścił mi oczko. 
- Na prawdę nie miałam się do kogo zwrócić. U Bonnie lub i Fabiana od razu by mnie znaleźli. Nie mam zamiaru z nimi na razie gadać. 
- Nie musisz się tłumaczyć. Moje mieszkanie stoi przed Tobą otworem. - wskazał ręką całe pomieszczenie. - A właściwie to co się stało? To znaczy jeśli nie chcesz to nie mów. - zapytał zmieniając temat.
- Chodzi o moją siostrę. Nie umiemy się dogadać - wyjaśniłam pokrótce.
- O tą brunetkę co była na imprezie u Fabiego? - zapytał.
- Tak. A skąd wiesz, że to moja siostra? - zdziwiłam się.
- Usłyszałem jak na imprezie pytała Marco gdzie jesteś. 
Nie odpowiedziałam mu nic. Zaczęłam tępo przyglądać się białej ścianie, na której wisiał wielki plakat przedstawiający konsole DJ-a.
- Fabi mi mówił co się wydarzyło. Przykro mi. - powiedział i mnie przytulił.
- Spoko jest. Na serio. - wymusiłam uśmiech. 
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - odezwał się Jake i wstał.
W przedpokoju usłyszałam znajomy głos. Po chwili w saloniku pojawił się Fabian.
- Ann? A co Ty tu robisz? - zapytał zdziwiony.
- Chwilowo mam nową współlokatorkę. - odpowiedział za mnie Jake i się wyszczerzył.
- Co? Ale jak to? 
- Wyprowadziłam się z domu. - wyjaśniłam obojętnie. - A u Jake mam pewność, że rodzice nie będą mnie szukać. 
- Co się stało? - usiadł obok mnie i czekał na wyjaśnienia. 
- To co zawsze. Victoria. - odpowiedziałam. - Wiecie co ja się pójdę przejść. Dobrze mi to zrobi. - dodałam i posłałam im uśmiech.
Wstałam i ruszyłam do przedpokoju. Tam założyłam kurtkę i buty i wyszłam z mieszkania. Chodziłam tak po Dortmundzie może z godzinę. Zrobiło mi się zimno, więc postanowiłam wracać do mieszkania Jake'a. Byłam już pod blokiem mojego znajomego, gdy poczułam, że ktoś zakrywa mi oczy i usta i ciągnie w nieznanym mi kierunku. Próbowałam się wyrywać, ale osoba, która mnie trzymała była silniejsza ode mnie...
________________________
O finale nie będę się za dużo rozpisywać... Powinno być 1:0 i bez żadnej dogrywki, ale wyszło jak wyszło :( Jeszcze na koniec widok Marco to już w ogóle załamka :( No ale nic za rok im odbierzemy ten Puchar! :)

Na pocieszenie Marco :)


Co do rozdziału. Jest taki jaki jest. Ann trochę przesadza wiem to, ale jakoś mi tak samo wychodzi pisanie tej postaci chociaż w głowie czasami mam zupełnie co innego :D Mam nadzieje, że mi to wybaczycie :D 

Dziewczyny nie uwierzycie co mi się przytrafiło w zeszłą niedziele :D Ja sama jeszcze w to nie wierzę... xD Ale od początku. Tydzień temu w piątek postanowiłam sobie zamówić koszulkę z nazwiskiem Piszczka [wiem, że opowiadanie o Marco, ale moja przygoda z BVB zaczęła się właśnie od Piszczka :D]. Zamówiłam wszystko ok, aż tu w niedziele wchodzę sobie na maila żeby sprawdzić czy nie mam wiadomości od sprzedawcy, a tam czeka na mnie mail z konkursu BVB! Zapewne oglądacie na TVP Sport program Borussia Dortmund TV :D Więc ja co jakiś czas brałam udział w tych konkursach [wy pewnie też :D], ale jakoś nie wierzyłam w to, że coś wygram. I się udało! :D Koszulka jest w drodze do mnie i jak tylko ją dostanę to się od razu podzielę z Wami zdjęciem :D Tymczasem pochwalę się Wam moją Piszczkową koszulką :D 


Do piątku ;*


piątek, 9 maja 2014

Rozdział 17

Poczułam ciągnięcie i po chwili wylądowałam na ziemi.
- Czyś Ty oszalała?! Chcesz się zabić?! - usłyszałam po chwili głos.
Otworzyłam oczy żeby się upewnić czy to, aby nie sen.
- Fabi? Co Ty tu robisz? - zapytałam otępiałym głosem.
- Wszyscy szukamy Cię już od kilku godzin! 
- Jak to? - zapytałam zdziwiona, że minęło już tyle czasu.
- Ann co Ty chciałaś zrobić? Chyba Ty nie..? - urwał pytanie.
- Nie wiem. Możliwe. - odpowiedziałam znudzonym tonem. 
- Ann do cholery coś Ty najlepszego chciała zrobić! - krzyczał na mnie.
- Zabiłabym się i byłby święty spokój! - uniosłam głos. - Nic mnie tu już nie trzyma! Słyszysz?! Nic! Chłopak, którego kocham mnie zdradził! Moja siostra po raz kolejny pokazała jaka jest, a ja po raz kolejny dałam się nabrać na tą jej szopkę! Mam już tego wszystkiego dość! - zaczęłam płakać.
Fabi nie odezwał się tylko przytulił mnie jak najmocniej. 
- Nie mów, że Cię tu nic nie trzyma, bo tak nie jest. - mówił już spokojnym tonem. - Masz mnie, Bonnie nas nie stracisz. Wracamy już? Wszyscy się na prawdę martwią o Ciebie.
- Nie chcę wracać, ale ok chodźmy. - odpowiedziałam mu, otarłam twarz i ruszyliśmy w stronę domu mojego przyjaciela. - Mam co Ciebie jeszcze prośbę.
- Jaką? - zapytał.
- Nie mów nikomu co tu się wydarzyło. Nie chce żeby o tym gadali.
- Jasne. - odpowiedział i przytulił mnie.
Po 20 minutach dotarliśmy do jego domu.
- Ann gdzieś Ty była?! - od progu naskoczyła na mnie Bonnie. - Bałam się, że coś Ci się stało. - przytuliła mnie mocno.
- Bonnie udusisz mnie. - powiedziałam i próbowałam się od niej odczepić.
- Wszystko dobrze? Wiem o całej sprawie od Mario. Jak on mógł Ci to zrobić! - zaczęła mówić.
- Tak wszystko dobrze. A czy on... On tu jest? - zapytałam.
W tej chwili drzwi do domu Götze otworzyły się, a w progu pojawił się blondyn.

~Marco~

Już od dwóch godzin jeżdżę po całym Dortmundzie, a po Ann ani śladu. Jak ona mogła uwierzyć siostrze, że się z nią przespałem?! Zresztą jak można siostrze taki numer odwalić?! To był błąd, że wziąłem wtedy od niej to piwo. Poza tym powinienem był to przewidzieć, gdy dała mi już otwartą butelkę. 
- Reus Ty zawsze myślisz po czasie! - skarciłem się i uderzyłem rękoma o kierownicę. 
Wziąłem ponownie telefon i po raz już nie wiem który dzwoniłem do Ann.
- Ann do cholery. Dzwonię już setny raz chyba. Odbierz ten telefon! Chcę Ci wszystko wyjaśnić! To z Victorią to nie było tak jak myślisz! Ona...
- Przepraszamy skrzynka głosowa jest już pełna czy chcesz usunąć wiadomość. - głos po drugiej stronie telefonu przerwał mój monolog. 
Wcisnąłem przycisk kasujący wiadomość i zatrzymałem się na parkingu obok parku, w którym na początku mojej znajomości z Ann spotkaliśmy się. Wysiadłem z auta i pospiesznie udałem się w tamto miejsce. Jednak po dziewczynie nie było ani śladu.
- Ann gdzie Ty jesteś? - zapytałem sam siebie siadając na ławce i chowając głowę w dłonie.
Usłyszałem dźwięk telefonu. Wyciągnąłem go jak najszybciej z kieszeni i nie patrząc kto dzwoni odebrałem.
- Ann?! To Ty? - zapytałem z nadzieją w głosie.
- Nie tu Mario, ale Ann jest u nas. Wróciła właśnie z Fabim.
- Dzięki stary! Zaraz u was będę. - odpowiedziałem po czym rozłączyłem się i jak najszybciej pobiegłem do auta.
Po dojechaniu pod dom przyjaciela wbiegłem szybko do środka. Wszyscy znajdowali się w salonie. Ann spojrzała na mnie oczami napuchniętymi od płaczu. Byłem wściekły na siebie, że to przeze mnie płakała. Miałem nadzieje, że mnie chociaż wysłucha.
- Ann proszę porozmawiaj ze mną. - powiedziałem i zacząłem do niej podchodzić.
- Nie mam z Tobą o czym rozmawiać. Wszystko widziałam! - krzyknęła i zrobiła krok w tył.
- Ale to nie tak. Nic między nami nie zaszło. Chyba... - zawahałem się. - Ona mi czegoś do piwa dosypała i straciłem świadomość.
- Nie chce mi się słuchać Twoich śmiesznych wymówek! - chciała mnie wyminąć, ale złapałem ją za rękę.
- Proszę Cię uwierz mi.
- Puść mnie. - powiedziała oschle.
- Jeśli powiesz, że mi wierzysz.
- Marco nie słyszałeś?! Puść ją! - między nami pojawiła się Bonnie. - W ogóle jak Ty masz czelność tutaj przychodzić?! Takie bajeczki to sobie wciskaj jakiejś naiwnej laluni a nie Ann! - krzyknęła na mnie i obie z Ann wyszły.
Oparłem się o ścianę i osunąłem na podłogę. Byłem kompletnie załamany.
- Chłopaki co ja mam zrobić? 
- Trzeba było wcześniej myśleć. - odezwał się Fabian.
- Nie przespałem się z jej siostrą! Mówiłem, że mi czegoś dosypała do piwa! - krzyknąłem i wstałem ruszając w kierunku młodszego z Götze.
- Dobra chłopaki wyluzujcie. Teraz jest wszystko na świeżo. Ann sobie to wszystko przemyśli i pogada z Tobą. Daj jej czas. - odezwał się Mario w obawie, że skoczymy sobie do gardeł razem z Fabim.
- Ehh może i masz rację. Już sam nie wiem. Będę się zbierał już. Cześć. - powiedziałem i nie czekając na ich odpowiedź wyszedłem z domu i udałem się do samochodu.

~Ann~

- Ann wszystko dobrze? Porozmawiaj ze mną. - przerwała ciszę Bonnie.
- Nie mam siły już o tym i o niczym rozmawiać.
- Ale wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. - uśmiechnęła się do mnie.
- Wiem. Fabi mi już to mówił. - nie wysilałam się na uśmiech, bo i tak nic by z tego nie było.
- A gdzie on Cię w ogóle znalazł? - zmieniła nagle temat.
- Siedziałam sobie na tym opuszczonym dworcu kolejowym. - odpowiedziałam ukrywając prawdę przed przyjaciółką.
- Aż tak daleko zaszłaś? - zapytała zdziwiona.
- Szłam nawet nie wiem gdzie i tak się tam znalazłam. A Ty dobrze się czujesz? - stałam się zmienić temat.
- To znaczy?
- No wczoraj trochę poszalałaś z alkoholem. - wyjaśniłam. - Nie masz kaca?
- Aa to. Trochę to było dziwne. 
- Dlaczego? 
- No bo ja nie wypiłam dużo, a nagle urwał mi się film. - wyjaśniła.
- Masz po prostu słabą głowę. - odpowiedziałam siląc się na uśmiech.
- Tak, tak wmawiaj to sobie. - pokazała mi język.
- Ei nie musiałaś mnie odprowadzać pod same drzwi. - powiedziałam, gdy dotarło do mnie, że jesteśmy już pod moim domem. 
- Oj tak, oj tam. - odpowiedziała tylko. - Widzimy się jutro w szkole. - dodała, pożegnała się ze mną i poszła do siebie.
Od razu po wejściu do domu usłyszałam śmiechy w salonie. Chcąc nie chcąc musiałam tamtędy przejść, aby dostać się do mojego pokoju na piętrze. Weszłam i moim oczom ukazała się Jessica i moja siostra.
- Co ona tutaj robi?! - krzyknęłam na cały dom. - Wynoś się stąd! 
- Spokojnie Kochana. - powiedziała wyniośle moja niby siostra. - To jest mój gość i to ja decyduje czy ma już wyjść czy nie. 
- Ty tu nie masz nic do gadania! - syknęłam mrużac oczy. - No już wypieprzaj stąd! - podeszłam szybko do Jessici i szarpnęłam ją, popychając w stronę drzwi.
- Nie pozwalaj sobie śmieciu. - odezwała się farbowana blondi. 
- Odezwała się. Ubytek po Czarnobylu. No już wynocha stąd! - wypchnęłam ją za drzwi i zatrzasnęłam z hukiem.
- Co Ty wyprawiasz?! - krzyknęła Vicki. - Z Tobą jest coś nie tak! Na głowę Ci się rzuca! Nie dziwię się, że Marco Cię olał. - zaśmiała się ironicznie.
- Dziewczyny co tu się dzieje? - z góry zeszła mama a za nią podążał tata.
Ten jej śmiech podziałał na mnie jak płachta na byka. Nie zastanawiając się ani chwili podeszłam do Victorii i wymierzyłam jej siarczysty policzek. Brunetka odwróciła głowę i złapała się za miejsce, w które ją uderzyłam.
- Ty mała dziwko. - powiedziała i rzuciła się na mnie. 
W rezultacie wylądowałyśmy na podłodze, a Victoria próbowała uderzyć mnie w twarz lecz marnie jej to szło, ponieważ mocno trzymałam jej ręce.
- Dziewczyny spokój! Uspokójcie się! - podbiegli do nas rodzice i rozdzielili nas. 
- Mówcie co się dzieje! Natychmiast! - krzyknął stanowczo tata.
- Jej się zapytajcie. Ona jest jakaś nieobliczalna. Sami widzieliście, że się na mnie rzuciła, a wcześniej wyrzuciła z domu moją przyjaciółkę. - mówiła Vicki przybierając ton tej poszkodowanej. 
- Ann co się z Tobą dzieje? - zapytała mama.
- Ze mną co się dzieje?! Ze mną?! To nie ja przespałam się z chłopakiem siostry i to nie ja rujnuję siostrze na każdym kroku życie! A zresztą nie mam wam co mówić, bo wy i tak będziecie starali się ją tłumaczyć. Ale mówię teraz ja już nie mam siostry! Nie chcę Cię znać! - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę pokoju.
- Ann poczekaj. - odezwał się tata.
- Nie mam ochoty rozmawiać. - rzuciłam cierpko i trzasnęłam drzwiami.

~Narracja trzecioosobowa~

Trzasnęła drzwiami do pokoju. Wyjęła telefon z torebki i go włączyła. Miała mnóstwo wiadomości głosowych od blondyna. Wszystkie tej samej treści.
- Ann gdzie jesteś? Odezwij się. Porozmawiaj ze mną, proszę. To nie jest tak jak myślisz! Ona mi czegoś dosypała. Nie zdradziłem Cię.
Z każdą kolejną wiadomością, w oczach Ann zbierały się łzy. Coś w głosie chłopaka przemawiało do niej, że nie kłamał. Ale ona widziała ich na własne oczy. Razem w łóżku. Myśl o tym co ujrzała dzisiejszego ranka doprowadziła do kolejnej dawki płaczu. Jeszcze na domiar tego jej siostra przyjaźni się z dziewczyną, która jej szczerze nienawidzi. Blondynka spędziła resztę dnia zamknięta w swoim pokoju. Nie chciała z nikim rozmawiać. Zwłaszcza z rodzicami. Dobrze wiedziała, że będą chcieli usprawiedliwiać starszą córkę, ale ona tym razem nie da się na to nabrać. Nie chce jej znać i zdania nie zmieni. 
- Cześć Bonnie. - powiedziała słabym głosem.
- Ann. Wszystko dobrze ? - zaniepokoiła się przyjaciółka. 
- Tak. Zmęczona jestem. Słuchaj ja przez kilka dni nie pojawię się w szkole. Możesz powiedzieć, że jestem chora czy coś? 
- Jasne. Ale Ann na pewno wszystko ok? 
- Tak Bonnie nie martw się. Nic mi nie jest. Dzięki, że poinformujesz nauczycieli. - odpowiedziała i zakończyła z nią rozmowę, aby przyjaciółka o nic więcej nie pytała.
Wyłączyła telefon na wypadek, gdyby Reus znowu się do niej dobijał i przeniosła się na parapet, z którego wpatrywała się w ciemne niebo pokryte gwiazdami.

~Marco~

- Teraz to już ma całkiem wyłączony telefon. - powiedziałem zrezygnowanym tonem.
- Chłopie daj jej czas. Musi to sobie poukładać. - Piszczek starał się pocieszyć przyjaciela.
- To samo mówił mi Mario.
- I nie możesz go posłuchać? 
- Stary, ale ja muszę z nią pogadać! Ona musi mi uwierzyć! Nie zdradziłem jej! Zostałem odurzony czymś co było w piwie. - powiedziałem i sięgnąłem po kieliszek z białym trunkiem.
- Może już wystarczy? Jutro masz trening. - zaniepokoił się Piszczek.
- Mam gdzieś trening wiesz? Muszę jakoś odzyskać Ann. - odpowiedziałem przyjacielowi, a po chwili usłyszeliśmy dzwonek do mojego mieszkania. - Może to Ann ! - powiedziałem i pobiegłem otworzyć.
- Cześć.
- Aa to Ty. - powiedziałem zawiedziony. - Wchodź Błaszczu.
- Co za miłe powitanie. No to co się stało? - zapytał i zasiadł na kanapie.
Ja już nie miałem siły opowiadać tego co się wydarzyło, więc wyręczył mnie w tym Piszczek.
- A rozmawiałeś z tą przyjaciółką Ann? Może ona byłaby Ci w stanie jakoś pomóc. - zapytał Kuba, gdy został wtajemniczony.
- Jej się wolę nie narażać. Mało mnie rano nie zabiła. 
- Dzwoń do niej i z nią pogadaj. Jak Cię będzie miała zabić to zrobi to prędzej czy później. - odpowiedział Błaszczykowski wręczając mi telefon.
Wybrałem numer do Bonnie i czekałem aż się odezwie.
- Czego? - usłyszałem po drugiej stronie.
- Bonnie proszę porozmawiaj ze mną. - zacząłem błagalnym tonem.
- O czym? Mam Ci powiedzieć jaką jesteś świnią? - zapytała z wyraźnie wyczuwalną wściekłością w głosie.
- Musisz mi uwierzyć, że ja tego nie zrobiłem.
- Niby na jakiej podstawie mam Ci wierzyć? Ann was widziała. 
- Bonnie, Victoria mi coś dosypała. Ona mnie czymś odurzyła. Ja nic nie pamiętam od momentu jak Ann poszła z Tobą do domu.
- Czekaj, czekaj... - zaczęła. - Mówisz, że Cię czymś odurzyła? 
- No tak. Film mi się urwał.
- I to było po tym jak rzekomo ja za dużo wypiłam i Ann poszła ze mną do domu? 
- Bonnie no mówię przecież. - odpowiedziałem zrezygnowany. 
- Marco ona to wszystko miała zaplanowane! - krzyknęła do słuchawki. - Możemy się zobaczyć? Najlepiej teraz? 
- Jasne. Możesz przyjechać do mnie? Wyśle Ci adres SMS-em.
- Ok. Za pół godziny będę.
- I co? - zapytał Piszczek, gdy się rozłączyłem.
- Nie wiem. - odpowiedziałem.
- Jak to nie wiesz? - zapytał Kuba. 
- Bonnie powiedziała, że ona to miała wszystko zaplanowane. Ale nic więcej nie wiem. Ma tu przyjechać, więc się dowiemy.
- No to nie pozostaje nam nic innego jak czekać na nią. - odpowiedział Błaszczykowski i rozłożył się na kanapie. 
________________________
Ten rozdział był chyba najszybciej napisanym rozdziale w istnieniu tego bloga! Napisałam go w jeden dzień :D Może nie powala, ale nic lepszego bym i tak nie wymyśliła :)

Jutro ostatni mecz ligowy. A za tydzień finał! Matko jestem przerażona jak o tym myślę :o W związku z tym informuje, że następny rozdział dodam w sobotę, bądź niedziele po finale, żeby było wszystko na świeżo :D 



A przed Wami piłkarz BVB sezonu 2013/2014 :D 




Buziol ;** <3



piątek, 2 maja 2014

Rozdział 16

Wrzesień minął w okamgnieniu. Nadszedł szary, deszczowy październik. Grr nienawidzę takich miesięcy. Zdecydowanie wolę lato i słońce. 
- Gdzie jest Vicki? - zapytałam mamę wchodząc do kuchni.
- Umówiła się z jakąś koleżanką. - odpowiedziała mi.
- Koleżanką? To ona tu się z kimś poznała? - zdziwiłam się.
- Na to wychodzi. - uśmiechnęła się do mnie. - Ale ostatnio się chyba dogadujecie. - zmieniła temat.
- Można tak powiedzieć. Skoro tu już jest to nie mam zamiaru być tą, złą, która prowokuje do kłótni. 
- Ann to nie tak. - zaczęła mama.
- Mamo nie zaczynajmy tego tematu. - uśmiechnęłam się do niej lekko po czym wyszłam z kuchni.
- Proszę Twoja herbata. - podałam kubek Marco, gdy weszłam do salonu.
- Dziękuję. - powiedział uśmiechając się do mnie.
Usiadłam obok blondyna i zajęliśmy się oglądaniem jakiegoś programu w tv.
Nagle drzwi do domu otworzyły się i z holu słychać już było krzyki.
- Kto to był?! - tata krzyczał.
- Nikt ważny! - dobiegł do mnie głos mojej siostry.
- Jak to nie?! Prawie się obściskiwaliście! 
- Wcale, że nie! 
- Co się dzieje? - do salonu weszła mama, a chwilę później w pomieszczeniu pojawił się mój tata i siostra.
- Twoja córka zadaje się z facetem dwa razy starszym od niej. - wyjaśnił surowo tata. 
- Z nikim się nie zadaje! - wydzierała się brunetka.
- Co? O czym wy mówicie? - dopytywała mama. 
- Marco chodź na górę nie chce mi się ich słuchać. - rzekłam obojętnie i złapałam chłopaka za rękę.
Weszliśmy do mojego pokoju, z którego już nie było słychać krzyków. Włączyłam cicho muzykę i położyłam się na łóżku. Marco położył się obok mnie. Objął mnie, a ja przysunęłam się do niego i ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej. 
- Mario przyjeżdża na kilka dni. - odezwał się Reus.
- Tak? Kiedy? - zapytałam i podniosłam głowę tak, że na niego patrzałam.
- Jutro. Mamy teraz wolny weekend nie ma meczy, więc nas odwiedza. - uśmiechnął się do mnie.
- To co pewnie imprezka się szykuje?
- No a jak. - odpowiedział i się zaśmiał.
- Mogę? - drzwi od mojego pokoju otworzyły się i stanęła w nich Vicki.
- No chodź. - odpowiedziałam jej i podniosłam się opierając na łokciach. - O co chodziło tacie? - zapytałam.
- Aa wymyśla. - odpowiedziała wymijająco i machnęła ręką. - Co robicie? 
- A nie widać? - zapytałam. - Leżymy.
- No tak. - zaśmiała się. - Zagramy w Eurobiznes? 
- Buahaha! - wybuchnęłam śmiechem. - Ty na serio? 
- A nie widać? - zapytała poważna. - No zagramy? Jak za starych dobrych lat. - uśmiechnęła się.
- Blondyno moja co Ty na to? - zwróciłam się do Marco.
- Blondyno? Ja Ci dam blondynę. - odpowiedział i zaczął mnie łaskotać. - Chętnie zagram. - zwrócił się do mojej siostry dalej mnie łaskocząc. 
- Aaa głupku puszczaj mnie! - krzyczałam zanosząc się śmiechem.
- To ja pójdę przynieś. - odpowiedziała i wyszła z pokoju.

- Ha! Płacisz mi 4 tysiące. - śmiała się moja siostra.

- Co?! Chyba sobie żartujesz! - burzyłam się.
- Widzisz tu hotel? - zapytała wskazując palcem na planszę.
- No widzę. - odpowiedziałam obojętnym tonem.
- No to płacisz mi 4 tysiące. - zacierała ręce.
- Co hotel? Ja żadnego hotelu nie widzę. - zmieniłam taktykę.
- O nie, nie! Mam świadka co mówiłaś wcześniej. - odpowiedziała patrząc na Marco.
- No wiecie. - zaczął Reus. - Nie żeby coś, ale nie chce wchodzić w biznesy rodzinne. - dokończył.
- Marco! - obie krzyknęłyśmy.
- No co? Nic nie mówię, bo którą wersję wybiorę to druga strona będzie zła.
- Masz wybrać moją stronę kochany, bo w końcu jestem Twoją dziewczyną. - odpowiedziałam pokazując mu język. - No, ale dobra. I tak mam dużo kasy więc masz te swoje 4 tysiące. - dodałam rzucając w stronę siostry 4 czarne udające pieniądze kartki.
- Ha wygrałam! - wykrzyknęłam, gdy po godzinie zakończyliśmy grę.
- Daliśmy Ci fory. Prawda Marco? - odezwała się Vicki.
- No oczywiście, że tak. - przytaknął jej piłkarz.
- Jesteście po prostu słabi i nie chcecie tego przyznać. - pokazałam im język.
- Ale Ty jesteś uparta. - zaśmiał się Marco całując mnie w głowę.
- Pff. - odpowiedziałam krzyżując ręce na piersi jak mała dziewczynka.
- Dobra dziewczyny późno już będę się zbierał. 
- Już? - odpowiedziałam smutnym głosem.
- Oo jednak nie jesteś obrażona. - powiedział.
- Jeśli chcesz to mogę być. - powiedziałam poważnie.
- Nie no wolę kiedy nie jesteś obrażona. Co do jutra to się jeszcze dokładnie umówimy jak Mario przyjedzie. 
- Ok. - odpowiedziałam i odprowadziłam go do holu.
- Cześć Vicki. - pożegnał się z moją siostrą.
- Do zobaczenia. - odpowiedziała mu.
- Kocham Cię. - szepnął mi do ucha, gdy byliśmy sami.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam mu całując go na pożegnanie.

Następnego dnia

- To widzimy się o 16 w centrum. - powiedział Fabi, gdy wychodziliśmy przed szkołę po zakończonych lekcjach.
- Mario przyjedzie do tej godziny? - zapytała Bonnie.
- Kochana on już jest w domu. - uśmiechnął się do niej.
- Bonnie a Ty będziesz sama czy z Erikiem? - zapytałam zmieniając temat.
- Myślę, że Erik też będzie. - odpowiedziała.
- Dziewczyny jutro u mnie imprezka. - wtrącił Fabi.
- U Ciebie? - zapytałam zdziwiona.
- Rodzice i Felix jadą do dziadków i mamy z Mario wolną chatę. - wyjaśnił.
Znowu na mojej drodze stanęła moja jakże ulubiona koleżanka Jessica... W ręku trzymała jogurt, który po chwili wylądował na mojej kurtce.
- Jess do jasnej cholery możesz się w końcu ode mnie odpieprzyć?! - krzyknęłam na nią wściekła.
- Nie, nie mogę. - odpowiedziała.
- Jessica weź dorośnij. Nie masz już 10 lat. - odpowiedział niechętnie Fabi. - Nie widzisz, że nic nie zyskujesz takim zachowaniem? - dodał.
- Oo rycerz od siedmiu boleści się znalazł. - odpowiedziała sarkastycznie. - A z Tobą jeszcze nie skończyłam. Prawdziwa zabawa dopiero się zacznie. - uśmiechnęła się ironicznie odchodząc.
Zdenerwowana ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu.
- Ann nie wygłupiaj się! Wsiadaj! - krzyknęła za mną Bonnie.
Odwróciłam się nic nie mówiąc i skierowałam się w stronę auta mojej przyjaciółki.
- Nie przejmuj się nią. - powiedziała łagodnie, gdy jechałyśmy do domu.
- Bonnie jak mam się nie przejmować?! No powiedz jak?! Ona jest nienormalna i czy jej coś powiem czy nie i tak coś odwali. - mówiłam zdenerwowanym tonem.
Moja przyjaciółka nie odpowiedziała nic i w ciszy kontynuowałyśmy naszą jazdę. 
- Dzięki za podwiezienie. - powiedziałam już nieco uspokojona.
- Nie ma problemu. Widzimy się potem. - uśmiechnęła się do mnie lekko i odjechała.
Po wejściu do domu natknęłam się na moją siostrę.
- Co się stało? - zapytała patrząc na moją ubrudzoną kurtkę.
- Nieważne. - burknęłam wymijając ją. Jednak Victoria poszła za mną.
- Wszystko w porządku?
- Vicki mówię że nieważne. 
- W szkole coś nie tak? - drążyła dalej doprowadzając mnie do szału.
- Victoria odwal się! - krzyknęłam. - To nie jest Twoja sprawa! - dodałam i trzasnęłam drzwiami od łazienki.
Włożyłam kurtkę do pralki i po 5 minutach zeszłam do salonu, w którym siedziała brunetka. 
- Przepraszam. - powiedziałam. - Nie powinnam była krzyczeć. 
- Nie gniewam się. - odpowiedziała. - Wszystko ok? Chce Ci pomóc. - dodała.
- Tak wszystko ok. Poradzę sobie. - uśmiechnęłam się do niej lekko. 
- Skoro tak mówisz. - odpowiedziała również uśmiechając się.
- Wiesz jednak dobrze, że wróciłaś. Nie przypuszczałam, że po tym co się wydarzyło będziemy rozmawiać tak jak dawniej.
- Też się z tego ciesze. - odpowiedziała i przytuliłyśmy się.

~Narracja trzecioosobowa~

- To my pójdziemy kupić bilety, a wy tu poczekajcie na Erika i Bonnie. - odezwał się Fabi, gdy wszyscy byli już w centrum handlowym
- Ok. - odpowiedział im Marco.
Bracia Götze odeszli od pary i stanęli w kolejce po bilety na komedię, na którą zdecydowali się wybrać. 
- Gdzie oni są? - zapytał Mario, gdy zakupili bilety.
- Nie widzę ich. Mieli być tam, gdzie im mówiłem, bo teraz się nie znajdziemy. - odpowiedział Fabian. - Oo patrz tam jest Ann. - wskazał palcem na dziewczynę, która stała tyłem do nich.
- Ann? Ale gdzie Marco? - zdziwił się starszy Götze.
- Nie wiem, jego też nie widzę. - odpowiedział mu.
- Ok to chodźmy do niej. - odpowiedział i ruszyli w kierunku dziewczyny.
- Ann kochana nie wiedziałem, że masz taki zgrabny tyłeczek. - zaczął Mario.
- Opanuj się! Ona jest z Reusem. - oburzył się Fabian.
- Ehh no właśnie. - odparł zasmucony chłopak. - To Reusowi zawsze przydają najlepsze tyłeczki w mieście. No przyznaj mi rację. - dodał.
- No przyznaję. Tylko pozazdrościć Marco takiego tyłeczka.
- Chłopaki o czym tak konwersujecie zawzięcie? - usłyszeli za sobą znajomy głos. 

~Ann~

Mario i Fabi poszli kupić bilety, a ja z Marco czekaliśmy w umówionym miejscu na Erika i Bonnie. 
- Może pójdę kupić lody? - zaproponował Marco.
- Oo jestem za. Co tam, że mamy październik. - zaśmiałam się. 
- Oj tam nic nam nie będzie. - uśmiechnął się do mnie.
- Dobra to idź, a ja pójdę skorzystać z łazienki. 
- Ok. - odpowiedział i każdy z nas ruszył w swoim kierunku.
Gdy załatwiłam swoją potrzebę wyszłam i po chwili usłyszałam mój telefon. Wyjęłam go z torebki i odebrałam.
- No Bonn ile można na was czekać? Gdzie jesteście? - zapytałam.
- Wybacz Ann już jesteśmy. A wy gdzie? 
- No przy tej fontannie w samym środku centrum. - wyjaśniłam.
- No to my tam za chwilę będziemy.
- Ok. - odpowiedziałam jej i się rozłączyłam.
Wróciłam do miejsca, w którym byliśmy wszyscy umówieni, ale nikogo tam nie było. Zobaczyłam Marco w oddali jak już kupował nasze lody i zaczęłam wzrokiem szukać braci Götze. Po chwili ujrzałam ich. Stali i o czymś rozmawiali. Niezauważona przez nich podeszłam i zapytałam. 
- Chłopaki o czym tak konwersujecie zawzięcie? 
Fabian i Mario zamilkli jakby usłyszeli ducha. Odwrócili się i na mój widok omal im oczy z orbit nie wyszły.
- Chłopaki co jest? Mam coś na twarzy? - zapytałam zdziwiona. 
- Ale...No jak...Przecież Ty... - jąkał się Mario.
Bracia odwrócili się i po chwili odskoczyli jak oparzeni.
- Yy przepraszamy... My nie chcieliśmy... Myśleliśmy.... - Fabian mówił tak samo jak przed momentem jego brat.
Spojrzałam na osobę do której mówili i zobaczyłam dziewczynę, w ubiorze podobnym do mojego i włosami niemal identycznymi. Jednak skupiając się na jej twarzy nie wiedziałam co mnie bardziej szokuje. Makijaż, który był tak jaskrawy, że nie wiem czy można było zrobić jaskrawszy czy ogromne okulary, które obejmowały połowę twarzy. Po chwili za dziewczyną pojawił się dobrze zbudowany mężczyzna. 
- Coś Ty gadał o mojej dziewczynie? - zapytał groźnym tonem.
- Niee my nic. Już idziemy. - mówił wystraszony Mario. 
- No już. Zmykamy. - dodał Fabian odwracając mnie i popychając tak abym szybciej szła.
- Chłopaki co to było? - zapytałam, gdy byliśmy już w bezpiecznej odległości od tego napakowanego gościa. 
- Gdzie Ty do cholery byłaś?! - uniósł się Mario. 
- I gdzie jest Marco?! - dodał Fabi.
- Wyluzujcie panienki. Marco poszedł po lody, a ja byłam w łazience. O co tam poszło z tą panną? - zapytałam unosząc brwi.
- O nic nieważne. - odburknął Fabi.
- Co się stało? - zapytał Marco dołączając do nas.
- No właśnie chciałam się dowiedzieć i chłopaki nie chcą mi powiedzieć. - wyjaśniłam.
- No to może ja się dowiem? - zapytał.
- Nie, nie dowiesz się. - odpowiedział mu Mario i zakończył temat.

~Marco~

Chłopaki nadal nie chcą wyjawić co się wczoraj wydarzyło w centrum handlowym. Nie ma siły żebym to z nich wyciągnął. No nic nie chcą to nie. Dzisiaj Mario i Fabi organizują u siebie imprezkę. O godzinie 20 zaczęli schodzi się pierwsi goście. 
- Oto i moja gwiazda. - odezwałem się, gdy do domu weszła Ann z Bonnie. - Wyglądasz ślicznie. - dodałem i złożyłem na jej ustach pocałunek.
- Dziękuję Ty też. - uśmiechnęła się. - Skąd tu się tyle gości wzięło? - zapytała rozglądając się po pomieszczeniach.
- Mnie nie pytaj. Ja tu tylko pomagałem ogarniać. - uśmiechnąłem się do niej. 
- Niektórych kojarzę ze szkoły. Ehh Fabi poszalał. - wywróciła oczami.
- Cześć Ann. - rzekł znajomy Ann przebiegając koło nas i psikając jakąś osobę sprayem z serpentyną.
- No cześć Jake. - odpowiedziała osuwając się, żeby nie oberwać tym od niego. - Co za wariaci. - zaśmiała się.
Impreza rozkręciła się na dobre. Alkohol lał się litrami. Jednak ja i moja dziewczyna używaliśmy go z rozsądkiem. Dużo też tańczyliśmy przez co nie miał jak nam szumieć w głowie. 
- Ann możesz na chwilę pójść ze mną? - podszedł do nas Durm.
- Jasne, ale coś się stało? - zaniepokoiła się dziewczyna. 
- Mam problem z Bonnie. - krótko wyjaśnił.
- Dobrze to chodźmy. Kochanie poczekaj tu. - zwróciła się do mnie i dała całusa w policzek. 
Poszedłem do kuchni, gdzie było nieco ciszej. W pomieszczeniu po chwili pojawiła się siostra Ann.
- Vicki? A co Ty tu robisz? - zapytałem zdziwiony. Nie przypominam sobie, żeby Fabi a tym bardziej Mario ją zapraszali.
- Impreza jest nie widzisz? - uśmiechnęła się do mnie. - A gdzie moja siostrzyczka? - zapytała.
- Zaraz przyjdzie. - odpowiedziałem krótko. 
Nie ufałem Vicki. Miałem wrażenie, że udaje dobrą siostrę, aby uśpić czujność Ann. Ja jednak wolałem utrzymywać do niej dystans. 
- Może napijemy się piwa? Pójdę przynieść. - powiedziała i wyszła z kuchni przez co nie zdążyłem zaprotestować.
- Oo tu jesteś. - w kuchni pojawił się Erik.
- Co jest? Co z Bonnie? 
- Za dużo wypiła i odpadła. Ann pomogła zaprowadzić mi ją do domu. Prosiła żebym Ci przekazał, że z nią zostanie. I jutro rano tu przyjdzie, bo masz tu nocować podobno. - wyjaśnił.
- Tak zostaje u chłopaków. No dobrze. Dzięki, że mi powiedziałeś. - uśmiechnąłem się do niego. - A Ty zostajesz? 
- Nie ja już będę się zbierał. I tak nie mam nastroju żeby teraz się bawić. - odpowiedział i wyszedł z kuchni. 
Wyszedłem do salonu, gdzie wszyscy się bawili. Po drodze spotkałem Victorię. 
- Proszę Twoje piwo. - rzekła podając mi butelkę.
- Nie dzięki nie mam ochoty.
- No weź Marco. Ze mną się nie napijesz. Nie rób mi tego. - nalegała. 
Żeby dała mi spokój wziąłem od niej butelkę i upiłem kilka łyków. Następnie starsza siostra mojej dziewczyny pociągnęła mnie na środek pokoju i zaczęła ze mną tańczyć. Po chwili poczułem się senny i nawet nie wiem kiedy straciłem kontakt z rzeczywistością...

~Ann~

Obudziłam się rano obok mojej przyjaciółki, która spała sobie w najlepsze. Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam na nim godzinę 10. Wstałam powoli z jej łóżka. Ponieważ nie miałam u niej swoich ubrań a w sukience nie chciałam wychodzić wzięłam z szafy przyjaciółki jeansy i koszulkę i weszłam do łazienki. Po 15 minutach ubrana i w miarę odświeżona wyszłam i skierowałam się na dół. Spotkałam się tam z mamą Bonnie. 
- Ann Ty już uciekasz? - zapytała uśmiechając się do mnie. - Zostań na śniadanie. 
- Nie dziękuję pani Bahmann. Idę do chłopaków pomóc im sprzątać. - odpowiedziałam.
- A Bonnie z Tobą nie idzie? 
- Ona jeszcze śpi i nie chciałam jej budzić. - uśmiechnęłam się. Założyłam buty i kurtkę pożegnałam się z panią Bahmann i opuściłam mieszkanie. 
Dotarłam do domu mojego przyjaciela i weszłam do środka. W salonie urzędował już młodszy z braci Götze. 
- Hej. Ty już sprzątasz? - przywitałam się. 
- Jak widać. - uśmiechnął się. - Rodzice wracają niedługo.
- To czekaj pomogę Ci. A gdzie chłopaki? 
- Śpią jeszcze. Nie budziłem ich nawet. 
- A w którym pokoju jest Marco? 
- Na górze na samym końcu po lewej. 
- Ok. Idę go obudzić i zaraz Ci pomożemy. - uśmiechnęłam się i pobiegłam na górę. - Marco! Pobu...- nie dokończyłam.
Marco nie był sam. Obok niego spała moja...siostra?! Leżeli przytuleni obok siebie w samej bieliźnie. 
- Co jest? Oo Ann kochanie. - Marco się obudził.
- Ty świnio! Jak mogłeś! - krzyczałam ze łzami w oczach.
- Co o czym Ty mówisz? - zapytał i spojrzał w bok. - Co?! O co w tym chodzi?! - również krzyknął odsuwając się od mojej siostry jak oparzony.
- To Ty mi powiedz! 
- Ann ja nie wiem co się stało.
- Jak to nie wiesz. - odezwała się zaspana Victoria. - Spędziliśmy razem noc. Sam tego chciałeś. - dodała słodkim głosikiem.
- A ja głupia myślałam, że już między nami wszystko dobrze. A Ty się tylko mną bawiłaś! - krzyczałam. - Nie chce was znać! - wybiegłam z pokoju po drodze taranując Fabiana. 
- Ann poczekaj! - krzyknął za mną, ale nie zwracałam na to uwagi. 
Biegłam przed siebie nie patrząc na to gdzie się udaję. Po jakimś czasie znalazłam się na przejeździe kolejowym. Panowała tu cisza i spokój. Łzy nie mogły przestać spływać po moich policzkach. Jak oni mogli mi to zrobić?! Victoria tylko bawiła się moim zaufaniem. Chciała zbliżyć się tym do Marco. Ale nie to mnie najbardziej zabolało. Zabolało mnie to jak Marco mógł dać jej się tak łatwo zmanipulować. Zaczęłam powoli iść po szynach. Usłyszałam dźwięk nadjeżdżającego pociągu. Po chwili ujrzałam wyłaniające się z oddali białe światło. Nikt i nic mnie tu już nie trzyma - pomyślałam i ruszyłam w stronę zbliżającego się pociągu...
________________________
Zostawiam Was z tym czymś powyżej :) Średnio mi się podoba, ale nic lepszego nie dałam rady wymyślić...:(



No to do piątku ;*